Dokumenty Kościoła

Żarliwa miłość do Boga i do ludzi

Konferencja Arcybiskupa Avinionu " Jean-Pierre Cattenoza

Jak żyć żarliwą miłością do Boga w świecie ulegającym sekularyzacji, w którym życie religijne bardzo często jest usuwane do sfery prywatnej" Jak żyć żarliwą miłością do ludzi w świecie, w którym relatywizm stał się regułą życia akceptowaną przez wszystkich" Jak żyć w świecie, w którym Kościół jawi się bardzo często jako starsza pani bez przyszłości" Oto staje przed nami tyle pytań bez odpowiedzi, a my żyjemy z dnia na dzień nie zastanawiając się nad przyszłością, która wydaje się nam niepewna.

Ale tego ranka, tu w Lourdes, Maria chciałaby zabrać głos. Jest pełna radości widząc was tu zgromadzonych. Przede wszystkim chce wam Ona przypomnieć słowa, które powiedziała pewnego dnia do sług na weselu w Kanie Galilejskiej: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Znacie dalszy ciąg, osiemset litrów dobrego wina! Jej słowa zachowały całą swoją aktualność. Jezus jest dla nas wszystkich "Drogą, Prawdą i Życiem"; dla Niego powiedzieć jest tym samym, co zrobić.

Maria od wieków rozważa w swym sercu wszystkie te wydarzenia. Zna je na pamięć od dawna, a dzisiejszego ranka chce wziąć was za rękę i zaprosić, abyście razem z Nią przebiegli Ewangelię, żeby odkryć odpowiedź na wszystkie wasze pytania.

Oto Maria przybywa do Jerycha, będącego jakby bramą do ziemi obiecanej. Przechodzi przez miasto i zatrzymuje się obok sykomory, którą dobrze zna. Rzut oka pozwala Jej rozpoznać małego Zacheusza ukrytego za dużymi liśćmi sykomory. Przychodzi Jezus, zatrzymuje się, patrzy w górę i woła: "Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu!" I Zacheusz rozradowany schodzi ze swego drzewa. Maria jest zachwycona przemianą, jaka się w nim dokonała. To nie jest ten sam człowiek; wydaje się, że nagle urósł; promieniuje radością, że przyjmie u siebie Jezusa.

Maria już zniknęła, ale dostrzegam Ją na pustej drodze prowadzącej z Jerozolimy do Gazy. Maria ma swoją myśl: oto zbliża się jakiś pojazd, a w nim rozradowany człowiek. Myślę, że go poznajecie: to Etiop, urzędnik królowej, ochrzczony właśnie przez Filipa. Jedzie z radością, bo łaska chrzciciela odmieniła jego życie. Maria niestrudzenie patrzy w ten sposób na wszystkich ludzi, którzy z radością spotkali Jezusa. To pierwszy sekret ich radości: "Kto ma Jezusa, ma wszystko!".

Daje nam znak, żebyśmy szli za Nią i prowadzi nas do domu Szymona Faryzeusza. Właśnie Jezus z nim rozmawia: "Widzisz, Szymonie, wszedłem do twego domu, a nie podałeś mi wody do nóg; nie dałeś mi pocałunku..." Już łza spływa po policzku Marii; odwraca wzrok od tego człowieka, który nie umiał przyjąć Pana. Wtedy spostrzega kobietę siedzącą u stóp Jezusa, to jakaś prostytutka. Na jej twarzy zalanej łzami można odczytać całą nędzę świata; ona nie może grać komedii, a jednak jej twarz promieniuje miłością. Trzyma jeszcze w ręce flakonik alabastrowy olejku, którym namaściła stopy Jezusa. Przedtem obmyła je łzami i wytarła włosami. Uczyniła to z wielką miłością, a "tylko miłość się liczy!". Zrozumiałą, że na miłość Pana, która dotarła aż do Niej, można odpłacić tylko miłością. Miłość przeobraziła jej życie.

Dla każdego z was Maria pragnie tylko jednego i widząc tę kobietę z Ewangelii spontanicznie szepcze słowa Teresy: "Żyć Miłością " to nieść w sobie wielki skarb, przechowywany w kruchym naczyniu. Umiłowany mój, wielka jest moja słabość. Daleko mi do tego, żeby być aniołem z nieba!... Ale jeśli upadam w każdej godzinie, która mija, Ty przychodzisz mi na pomoc, aby mnie podnieść i w każdej chwili dajesz mi swą łaskę. Żyję Twą Miłością".

Maria ma nową myśl: prowadzi nas do Świątyni i razem z Jezusem przygląda się ludziom, którzy składają ofiary. Wiele osób rzuca garściami drobne pieniążki, które robią wiele hałasu, ale nie są wiele warte. Ludzie dają z tego, co im zbywa. Natomiast w pewnej chwili Maria widzi jakąś wdowę, biedną wdowę, która podchodzi dyskretnie, od tyłu i wrzuca do skarbony dwa małe pieniążku, ostatnie, jakie jej zostały. Wtedy Maria pełna radości zwraca się do Jezusa dając nam znak, abyśmy dobrze słuchali Jego słów, które nieustannie brzmią w głębi Jej serca: "Zaprawdę powiadam wam: ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało, ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie".

Dla Boga nic nie jest zbyt piękne, a ta uboga wdowa przypomniała nam, jak ważny w naszym życiu jest dar z siebie, dar całkowity, nieograniczony i często ponawiany. I Maria już nuci dobrze znany refren: "Kochać " to oddać wszystko i oddać samego siebie; kochać " to oddać wszystko, jak uczynił sam Jezusa".

Teraz Maria chciałaby nam pokazać, w jaki sposób możemy najpewniej pozyskać łaskę Boga. Wahała się przez chwilę, ponieważ ma ochotę zaprowadzić nas aż do obozu Izraelitów, w chwili, kiedy filistyński olbrzym wychodzi jak zwykle, aby urągać wojskom Izraela. W obozie wszyscy drżą przed jego siłą. Jego włócznia jest ogromna, jego pancerz osłania go całkowicie, Izraelici są pełni przerażenia. Król Saul nie wie, co robić, kiedy przybywa młody Dawid. Maria rozpoznała go od razu. Dawid idzie do króla mówiąc, że on sam pójdzie stoczyć walkę z olbrzymem.

Saul najpierw śmieje się z tego chłopca, który zamierza pokonać Goliata, ale w końcu pozwala mu spróbować swoich sił. Jest pod wrażeniem słów młodego Dawida: "Pan, który wyrwał mnie z łap lwów i niedźwiedzi, kiedy pilnowałem owiec, wybawi mnie również z ręki tego Filistyna". Wypowiada słowa pełne nadziei: "Idź, niech Pan będzie z tobą!".

Ponieważ Dawid nie miał jednak żadnej zbroi, Saul zaproponował mu własną zbroję. Dawid ją przymierza, wkłada na głowę hełm, a Maria nie może powstrzymać się od śmiechu, bo pancerz Saula sięga Dawidowi do pięt, a hełm spada mu na oczy! Dawid ściąga to wszystko, bierze tylko swój kij, procę, pięć kamieni ze strumyka i wyrusza na spotkanie z Filistynem. Ten śmieje się z chłopca, który ośmiela się jego lekceważyć, ale Dawid woła: "Ty idziesz na mnie z mieczem i dzidą, ja zaś idę na ciebie w imię Pana. On odda cię w moje ręce. Ufam Mu całkowicie!". Wyjmuje kamień i wypuszcza go z procy w kierunku Filistyna. Kamień utkwił w czole Filistyna, który upadł martwy twarzą na ziemię.

Maria jest pełna radości na widok zwycięstwa tego chłopca, który pokonał ludzką pychę ufnością i zdaniem się na swego Pana. Maria nie potrzebowała się pytać, dlaczego Dawid wziął pięć małych kamieni. On wyruszył do walki z tym, co jest niezbędne w walce duchowej: to są trzy cnoty teologalne, wiara, nadzieja i miłość, do których trzeba dodać pokorę i posłuszeństwo. Kiedy mamy pięć tych kamieni, nie potrzebujemy niczego się obawiać. Jeśli będziecie je posiadać, szczególnie pokorę, będziecie zawsze zwycięzcami i niezawodnie Bóg przyjdzie wam z pomocą .

Maria dobrze o tym wie, Ona, która żyje w cieniu swego Syna strzeże zazdrośnie swego sekretu: być pokorną i małą jak dziecko, rozwijać poczucie własnej małości i ufnej słabości, radować się swoim ubóstwem, pokazywać je Bogu z upodobaniem jako wołanie o Jego miłosierdzie, działać na płaszczyźnie nadprzyrodzonej jak dziecko na płaszczyźnie naturalnej " taka jest według Niej najlepsza postawa, by zasłużyć na łaskawe spojrzenie Boga i pełnię Jego przemieniającej Miłości.

Maria chciałaby zaprowadzić nas jeszcze na brzeg Jordaniu, gdzie chętnie obserwuje Jana Chrzciciela, przyjaciela Oblubieńca, mówiącego: "Trzeba, aby On wzrastał, a ja żebym się umniejszał". Maria jest poruszona tym prostym, ale istotnym programem życia duchowego: trwać, radować się głosem Oblubieńca, usuwać się w cień, pozwalać, aby On w nas mieszkał.

Maria idzie dalej, zbliża się do Jezusa, który wędruje ze swymi uczniami. Dochodzi do nich w chwili, kiedy wchodzą do jakiejś wioski. Po raz kolejny dyskutują, kto z nich jest największy. Maria się kryje, żeby zobaczyć, jaka będzie reakcja Jezusa. On staje, widzi gromadkę dzieci, woła je, stawia wśród apostołów, pośród nas i mówi nam: "Jeśli chcecie wejść do Królestwa Bożego, macie tylko jedną drogę: bądźcie jak dzieci. One nic nie mają, są całkowicie zależne, ale całkowicie ufają swoim rodzicom. Wiedzą, że mogą wszystkiego od nich oczekiwać".

Jezus bierze dzieci w ramiona i całuje. Po raz kolejny Najświętsza Panna jest wzruszona: to takie proste stać się świętym! Wystarczy być jak dziecko! Zaczyna nucić słowa Teresy: "Tylko do ciebie, Jezu, jestem przywiązana, w Twoich ramionach się kryję, chcę Ciebie kochać jak małe dziecko. Chcę walczyć, jak dzielny wojownik. Jak małe dziecko chcę Cię, Panie, obsypać pieszczotami. Na polu mego apostolstwa jak rycerz ruszam do walki!..."

Docieramy do istoty sekretu Marii; jest jeszcze jedno miejsce, do którego chciałaby Ona nas zaprowadzić, miejsce, gdzie chętnie przebywa. I oto udajemy się do Galilei, a dokładnie do Nazaretu. Maria dobrze zna ulice tego miasteczka, tak długo nimi chodziła. Oto stajemy przed warsztatem miejscowego cieśli, Józefa. Jeszcze dziś Maria jest pełna podziwu dla Józefa. W Świętej Rodzinie pozostaje On milczący, nie mówi nic, nie mamy w Ewangelii ani jednego jego słowa. Wszystko odbywa się w milczeniu, które nie jest pasywnością, ale postawą kontemplacyjną tego, który słucha boskiego otoczenia, słucha obecnego tam Jezusa i Marii.

Fakt, że Maria wybrała Józefa na oblubieńca, wiele nam mówi o świętości, jaką w nim dostrzegała. Dzięki swemu niepokalenemu poczęciu odczuwała w tajemniczy sposób głębię jego doskonale czystej miłości. Co do Józefa " trzeba było, aby odkrył on w Marii bogactwo czystości i świętości wybierając Ją na oblubienicę. Nadal trwa on tu w milczeniu; jego świętość wypływa z pozostawania w bliskości z Jezusem i Marią.

Całe życie Józefa przeniknięte jest pokorą. W milczeniu jest posłuszny; przyjmuje z wiarą polecenia dawane przez Boga i natychmiast odpowiada na nie posłuszeństwem, nie stawiając pytań; usuwa się w cień i trwa w milczeniu. Był sługą, który znika, kiedy wypełnił swoje zadanie. Ostatnim jego obowiązkiem jest zniknięcie, odejście w cień. W tej dziedzinie jest on wzorem dla nas wszystkich.

Maria pełna radości zachęca was, abyście wzięli Józefa za wzór posłuszeństwa, ubóstwa i czystości. Jakże nie zachwycać się sposobem, w jaki On je przeżywał! Maria chciałaby pomóc wam odkryć wraz z Józefem głębię rad ewangelicznych. Chociaż są one wspólne wszystkim formom życia konsekrowanego, to dla was nabierają szczególnego znaczenia.

Posłuszeństwo jest pierwszym ślubem, ponieważ dotyczy naszej woli. Święty Józef jest doskonałym wzorem posłuszeństwa. Przeżywa je z całkowitym zaufaniem Bogu. Jest to posłuszeństwo nadprzyrodzone, heroiczne. W milczeniu będącym stałym klimatem duszy Józefa, jego posłuszeństwo jest natychmiastowe, realizowane wśród nocy wiary. Stanowi ono wzór dla naszego posłuszeństwa. Józef słucha natychmiast, przekonany że wypełnianie obowiązków stanu jednoczy go z wolą Bożą. Dla nas także codzienne obowiązki są zwykłym miejscem praktykowania posłuszeństwa i daru z siebie, jaki się w nim wyraża.

Maria chciałaby dalej mówić nam o posłuszeństwie."Kiedy o nim myślę, moje spojrzenie zwraca się natychmiast ku Jezusowi. Kiedy nosiłam Go w swoim łonie, nie wiedziałam jeszcze o tym, co zrozumiałam dużo później czytając List do Hebrajczyków, że nieustannie szeptał On te słowa, które mieszkały w Jego sercu: "Ofiary ani daru nie chciałeś, wtedy rzekłem: Oto idę, Ojcze, aby pełnić Twoją wolę". Przez całe życie jedynym Jego pragnieniem było pełnienie woli Ojca.

Powiedział nam o tym, kiedy znaleźliśmy Go w świątyni po dwóch dniach udręki i próżnego szukania. Powiedział nam tylko: "Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w sprawach mego Ojca"". Widzę Go także, jak zmęczony siedzi przy studni Jakuba, kiedy Samarytanka odeszła do miasta zostawiając swój dzban. Przyszli uczniowie, którzy byli w mieście, by kupić coś do zjedzenia, a On im powiedział: "Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Moim pokarmem jest wypełnić wolę Ojca".

A w ogrodzie Oliwnym, po tym, jak powiedział: "Smutna jest moja dusza aż do śmierci", upadł na twarz i zaczął się modlić: "Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, oddal ten kielich ode Mnie. Lecz niech się stanie nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty chcesz!". W swoim cierpieniu, w chwili, kiedy jako Baranek Boży dźwigał grzechy świata, biorąc na siebie nasze słabości i wszystkie nasze choroby, dał wyraz swojej bliskości z Ojcem, mówiąc do Niego czule: "Abba", a równocześnie okazał pragnienie zjednoczenia własnej woli z wolą Ojca: "Nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty chcesz".

Dla nas takie zjednoczenie woli jest żywotną koniecznością, jeśli pragniemy zjednoczyć się z Tym, który był doskonale zjednoczony ze swym Ojcem. "Ojciec i Ja jedno jesteśmy.Zjednoczenie woli charakteryzuje krzyżowy etap naszej duchowej drogi. Kiedy Teresa z Avila zastanawia się, dlaczego tak mało ludzi osiąga głębokie zjednoczenie z Bogiem, słusznie mówi: "Brakuje im odrobiny szaleństwa, by porzucić własną wolę i zdać się całkowicie na Boga". Zjednoczenie własnej woli z wolą Jezusa pozostaje wielką sprawą waszego życia, skoro jest waszym powołaniem, by żyć Bożym rytmem stając się znakiem i narzędziem obecności Boga w dzisiejszym świecie. Przypomnijcie sobie, jak bardzo Sobór Watykański II w "Lumen Gentium" i "Gaudium et spes" podkreślał, że misją wszystkich ochrzczonych jest być obecnością Chrystusa w świecie. Wy jesteście osobami konsekrowanymi w sercu świata, powinniście więc żyć i promieniować tą obecnością Zmartwychwstałego w waszym życiu.

Wy, którzy jesteście obecni w świecie, aby przeżywać tam autentyczną konsekrację, macie właśnie z tytułu waszej świeckiej konsekracji realizować w całej pełni misję powierzoną ochrzczonym. Przez was i dzięki wam ludzie współcześnie żyjący posłyszą wielkanocne orędzie : "Jezus żyje, On was poprzedza w waszym codziennym życiu i tam Go spotkacie". Wy pierwsi macie żyć tym orędziem i świadczyć o nim w codziennym życiu całą waszą konsekrowaną istotą.

Posłuszeństwo jest rzeczywiście wspaniałą cnotą. Ono daje wam pewność pełnienia woli Bożej, podczas gdy nieposłuszeństwo okazane w taki czy innysposób poleceniom i dyrektywom waszych prawowitych przełożonych daje wam pewność, że pełnicie własną wolę, a to stanowi dramat, ponieważ wtedy owocność waszego życia będzie tylko czysto ludzka. Posłuszeństwo jest naprawdę wspaniałym sposobem trwałego jednoczenia się z Bogiem.

Maria pragnie w dalszym ciągu prowadzić nas drogą rad ewangelicznych. Drugi ślub " to ubóstwo. Św. Józef jest jego wzorem. On mógłby chlubić się pochodzeniem z rodu Dawida, ale wykonuje zawód cieśli. Maria zachęca nas więc, aby patrzeć na Jezusa. "Mój Syn chciał się urodzić wśród najuboższych. Ukazał się pasterzom jako niemowlę owinięte w pieluszki i położone w żłobie. Mógłby ukazać się w chwale swego bóstwa, a wtedy bramy domów w Betlejem stałyby przed Nim otworem. On jednak chciał stać się małym dzieckiem, aby objawić nam swoją najgłębszą istotę. Kiedy przybyli magowie, byliśmy tam oboje, Dziecko i Matka, jak mówi Ewangelia. Magowie upadli na twarz i oddali pokłon; poznali, że to Dziecko jest ich Królem, Bogiem i Zbawicielem.

Często rozważałem w sercu towydarzenie, aby zrozumieć jego wymowę. Jezus jest umiłowanym dzieckiem Ojca, a powołaniem nas wszystkich jest także stać się umiłowanymi dziećmi Ojca w tym Jedynym Umiłowanym, stać się Jego przybranymi dziećmi, jak powie nam św. Paweł na początku swego Listu do Efezjan. Aby jednak stać się umiłowanymi dziećmi Ojca, trzeba upodobnić się do Niego, trzeba stać się dziećmi, które wiedzą, że nie mogą nic same z siebie, ale mogą wszystkiego oczekiwać od swojego Pana i Zbawcy w Duchu Świętym.

Jeszcze inny skutek wypływa z tego, że stajemy się dziećmi. Mamy żyć w naszej codzienności tą łaską, jakiej Duch Święty udzielił pierwszym uczniom w dniu Pięćdziesiątnicy. Skoro tylko zostali oni napełnieni Duchem Świętym, zaczęli głosić wszystkimi językami wielkie sprawy Boże. Wy także w zwyczajnym waszym życiu będziecie musieli rozwijać pedagogię zadziwienia. Powinniście być zdolni zdumiewać się nie tylko podziwiając piękno stworzenia, ale także patrząc na waszych braci " ludzi. W ten sposób odkryjecie, kim oni są. Spojrzenie, jakim Jezus obejmuje każdą osobę ludzką, zawsze jest spojrzeniem miłości, spojrzeniem zadziwienia.

Maria wie, jak bardzo czystość stanowi chwałę świętego Józefa. Zgodziła się Ona być małżonką Józefa, ponieważ Jej wzrok odkrył w nim czystość doskonale zgodną z Jej czystością. Powierzajmy naszą czystość świętemu Józefowi i Marii. Ślub czystości związany jest z duchową płodnością. My wszyscy jako członkowie Instytutów świeckich jesteśmy powołani do przedłużania duchowej płodności Marii i Józefa.

Czystość wpisuje się w misterium Boga. Bóg jest miłością; Jego wewnętrzne życie " to misterium wspólnoty i miłości. Wpisał On w nas powołanie do miłości i wspólnoty. Stworzył nas zdolnych do nawiązywania więzi wspólnoty z drugim człowiekiem.

Integralność sił życia i miłości zapewnia jedność osoby i nie toleruje ani podwójnego życia, ani dwoistości języka. W sposób oczywisty czystość wymaga opanowania siebie w świetle łaski chrztu. Podlega ona wzrostowi i będzie przede wszystkim darem Boga, łaską i owocem pracy duchowej. Pod wpływem miłości czystość prowadzi tego, kto ją praktykuje, aby wobec swego otoczenia stał się świadkiem wierności i czułości Boga. Czystość może się wtedy rozwinąć w przyjaźń i doprowadzić do duchowej wspólnoty. Pokazuje nam ona jak naśladować Tego, który nas wybrał na swoich przyjaciół; oddał się nam i dał nam udział w swoim boskim istnieniu. Czystość staje się wówczas obietnicą nieśmiertelności.

Aby żyć całym bogactwem czystości najlepiej jest patrzeć, jak sam Jezus przeżywał czystość. W Nim Boska Osoba Syna w sposób doskonały zintegrowała wszystkie bogactwa ludzkiej natury, którą przyjęła. Umiłowany Syn Ojca zintegrował i przyjął człowieczeństwo do jedności swojej istoty Wcielonego Słowa. On nam pokazuje doskonałą integrację wszystkich poruszeń swojej ludzkiej natury w jedności wewnętrznej boskiej Osoby. W tym świetle łączy Ona w swojej Osobie poruszenia natury i łaski, żyje pełnią miłości do boga i swych braci " ludzi.

On mógł nam na koniec powiedzieć: "Już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi, bowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego". Przyjaźń ukazuje się w Nim jako szczytowy przejaw Jego istoty oddanej przez miłość Bogu i braciom. Postarajcie się w Ewangelii Św. Jana wyszukać wszystkich przyjaciół Jezusa. Odkryjcie w ten sposób wzór, jak nie rozdzielać nigdy miłości do ludzi i miłości do Boga.

Na zakończenie, aby podsumować wszystko, co nam Maria powiedziała, zaprasza nas Ona do spojrzenia jeszcze raz na Józefa. Jest jeszcze coś, co mamy w nim odkryć: to jego pokora. Jest ona istotną cechą członków Instytutów Świeckich, powołanych do życia w najbardziej zwyczajnych warunkach, ale w heroicznej wierności łasce.

Maria jest zadowolona; ma już tylko jedno pragnienie, abyście na zakończenie tego spotkania poszli się modlić, a jeśli nie wiecie, jak to robić, Maria zachęca jeszcze raz, aby spojrzeć na Józefa, który jest mistrzem modlitwy, jakiej potrzebujemy, aby żyć w bliskości Jezusa i Marii.

 

+ Jean " Pierre Cattenoz

Arcybiskup Avinionu

 

Tłum. Lucyna Rutowska

Zmieniony ( 10.01.2011. )